|
150 LAT MISJONARZY NAJŚWIĘTSZEGO SERCA JEZUSOWEGO (1854-2004) |
W związku z przypadającą w 2004 r. 150-tą rocznicą założenia Misjonarzy Najświętszego Serca Jezusowego, Dom Generalny Zgromadzenia w Rzymie opublikował broszurkę „Dziękczynienie”, jako pomoc w obchodach tego Jubileuszu. Jest to także refleksja nad tym wszystkim, co było udziałem Misjonarzy podczas tych 150 lat. Zamieszczamy tu obszerne fragmenty tego tekstu.
I. Wielkie rzeczy uczynił Pan
Przyjrzyjmy się, w sposób ogólny, niektórym znaczącym wydarzeniom w historii naszego Zgromadzenia. Podczas tych 150 lat, które świętujemy, przeżywaliśmy momenty bardzo trudne, podczas których w żaden sposób nie mogliśmy wyobrazić sobie, że możemy mieć jakąś nadzieję na przyszłość. Mimo to wyszliśmy zwycięsko. Więcej: z wielu sytuacji wyszliśmy z większą siłą i entuzjazmem. Bóg zawsze działał w naszym życiu i doprowadzał do realizacji misji według Jego planów i nie według naszych projektów. Wiemy wszyscy, że podczas długich dziejów życia zakonnego, było wiele momentów bardzo trudnych. Dużo z nich wydarzyło się jako rezultat walk socjalnych i zbrojnych; inne dotknęły bezpośrednio zakonników: konfiskata dóbr Zgromadzeń zakonnych i wyrzucanie osób zakonnych, były wydarzeniami dość częstymi w dziejach. Nasze Zgromadzenie, w sposób szczególny Prowincje europejskie, odczuły na własnej skórze te sytuacje. Przypomnijmy w skrócie niektóre z nich: · Mamy świadomość trudnych początków naszego Zgromadzenia i długich lat, podczas których Ojciec Założyciel i ks. Piperon żyli praktycznie sami; była to dla nich ciężka próba, gdyż czas uciekał i Zgromadzenie nie rozrastało się. · Po 26 latach istnienia, kiedy to poprzez ogromny wysiłek i koleje losu osiągnięto liczbę 59 członków, nastąpiło wyrzucenie zakonników z Francji i konfiskata dóbr (1880). Jest nam wiadomym, co to oznaczało dla naszego młodego Zgromadzenia. Był to moment głębokiego wstrząsu, jak również możliwość naszego wzrostu i ekspansji. Pod koniec życia ks. Chevalier nowe wyrzucenie nie pozwoliło Założycielowi spędzić swoich ostatnich dni życia w spokoju (1907), kiedy to wyrzucony, zmarł w obcym domu, gdzie go przyjęto. · Wrzesień 1881 roku był początkiem naszej pracy misyjnej. Mikronezja i Melanezja były dwoma środkami pobudzającymi wzrost Zgromadzenia, i były też jednym z miejsc ogromnego przelewu krwi młodego Zgromadzenia, gdyż wielu młodych członków zmarło tu z powodu chorób, złego odżywiania się i ekstremalnego ubóstwa. · Siedem lat po śmierci ks. Juliusza Chevalier, I wojna światowa i jej szkodliwy wpływ na Kolonie niemieckie w Oceanii były twardym ciosem dla tamtejszych prowincji. Mobilizacja wielu do uczestnictwa w wojnie, śmierć wielu naszych braci i prześladowania w Koloniach były rzeczywistością, która poważnie podważała naszą przyszłość (1914-1918). Podczas tych 4 lat Zgromadzenie powiększyło się tylko o 6 nowych członków. Liczyliśmy wiec 916 ludzi. · Napięcia polityczne i socjalne, które rozpętały wojnę cywilną w Hiszpanii, z 11 MSC zamordowanymi, większość z nich w wieku poniżej 28 lat, doprowadziły do tego, że Prowincja Hiszpańska musiała zaczynać swoją historię prawie od zera (1936-1939). · W ciągu 21 lat, pomiędzy I- wszą i II- gą wojna światową, nasze Zgromadzenie wzrosło znacząco. W 1939 r. mieliśmy 2.823 członków. II wojna światowa przyniosła wzrost ogromnego niepokoju w naszych prowincjach i na misjach, które te utrzymywały, szczególnie na Filipinach, w Indonezji i w Oceanii. Mobilizacja wojskowa, obozy koncentracyjne, śmierć wielu spośród nas, zniszczenie większości naszych dzieł, postawiły wielki znak zapytania o przyszłość Zgromadzenia, Prowincji i naruszonych Misji (1939-1945). Po zakończonej wojnie mieliśmy 150 członków mniej. · Wojna w Chinach, która przyniosła śmierć wielu niemieckich MSC i ich wyrzucenie, była bolącym wydarzeniem w naszej historii (1945-1952); Jeśli dodamy jeszcze do tych historycznych wydarzeń intensywny kryzys wewnętrzny, który przeżyliśmy w Zgromadzeniu (1891), z powodu napięć i grup nacisku, we wzajemnej walce przeciwnych sobie grup, co doprowadziło do zniekształcenia obrazu Założyciela na wiele lat; stwierdzamy przez to, że nasze Zgromadzenie nie przodowało w klimacie pokojowym i bez napięć. Ks. Juliusz Chevalier, który przeżywał trudne chwile, pośród różnorodnych sytuacji, zawsze miał spokojne sumienie i ciągłą ufność w Opatrzność Bożą. Był przekonany, że Bóg był ciągle z nami i nade wszystko to On czynił wielkie rzeczy na korzyść „Małej Wspólnoty”. W książce o Najświętszym Sercu tak to wyraził: „Serce Jezusowe posiada wszystkie cnoty, które my najbardziej podziwiamy, jak odwaga, siła, wytrwałość i szlachetność” (Sacre Coeur, s.182). Jego życie zjednoczone z Chrystusem doprowadziło go do przeżywania tych cnót w sposób intensywny, których głęboki podziw ożywiał jego duszę. My odziedziczyliśmy coś po naszym Założycielu i doświadczyliśmy jak Bóg uczynił nam wielkie rzeczy, gdyż wobec przeżywanych wydarzeń udało nam się zareagować z łaską Ducha Św. i iść naszą drogą oddania się z odwagą, siłą, wytrwałością i szlachetnością. Jest takie powiedzenie ks. Juliusza Chevalier, które teraz rozbrzmiewa z dużą zażyłością i które, uświadamiając sobie naszą historię, posiada specjalną wymowę:, “Kiedy Bóg pragnie czegoś, przeciwności są dla Niego środkami do celu. Kpi sobie z mądrości ludzkiej; rozkłada jej przewidywania, powołuje do życia to, co według tejże mądrości ludzkiej nigdy nie powinno było ujrzeć światło dzienne; rozwija i umacnia w płodności to, co było gotowe umrzeć. Fundacja i Rozwój Małej Wspólnoty MSC są dokładnym potwierdzeniem tej prawdy” (1870). Odczuwaliśmy prawdę tych słów w przeciągu lat naszej historii. Kilka lat temu, grupa Misjonarzy spotkała się, by przedyskutować zagadnienie, w świetle tych historycznych faktów, co pomogło nam wytrwać w obliczu tych okoliczności? Po ciekawej rozmowie doszli do wniosku, że pomiędzy tyloma łaskami Bożymi, znajdowały się też namacalne dary, które pozwoliły nam kroczyć naprzód: 1. Nasze Zgromadzenie jest wyraziście chrystocentryczne. Dzieje przeżyte przez Założyciela pomogły nam scentralizować nasze Być MSC na miłości Chrystusowej, objawionej w Jego Sercu. Doświadczenie i przeżywanie miłości Chrystusowej było fundamentem naszej świadomości, mimo wszystkich przeciwności losu. 2. Większa cześć MSC pochodzi z rodzin chrześcijańskich i względnie skromnych i dlatego też obdarzeni są silnym duchem ofiary. Jeszcze bardziej uwydatniło się to u tych, którzy przeżywali trudne sytuacje niedługo po zakończeniu wojny. Ta postawa ducha ofiary wzrosła podczas lat seminaryjnych, wraz ze znanym powiedzeniem, które wielu dyrektorów formacyjnych utrzymywało jako normę: „Ubi rigor, ibi vigor” (Gdzie jest dyscyplina, tam też jest siła). Bez wchodzenia w dyskusje o ważności tej zasady, nie możemy zaprzeczyć, że tak się formowały pokolenia ludzi surowych. 3. Istniał wspólny i jasny ideał. Ideał, który wielu wybrało wstępując do Zgromadzenia: misje w krajach potrzebujących. Rzeczywiście, najpiękniejsze i najchwalebniejsze strony z dziejów Zgromadzenia zostały zapisane na misjach; nie zapominając o tym, że w miejscach pochodzenia również były robione rzeczy godne zanotowania. Moglibyśmy powiedzieć, używając współczesnego wyrażenia, że istniała „mistyka grupy”, która pobudzała Zgromadzenie. 4. Otwierało się w ten sposób Zgromadzenie na wszystkich i na potrzeby Kościoła, poprzez wytrwałe poszukiwanie nowych pól działalności. W ten sposób, kiedy nam zamykano możliwość pracy w jednym kraju czy też wyrzucano nas z niego, z łatwością wyjeżdżało się do innego kraju, choć to przynosiło uciążliwą zmianę. Utrzymywało się postawę unikania zamknięcia się w sobie jako grupa. Wspólna postawa życia razem z ludem i służenia mu, pomogły nam w tym wytrwałym otwarciu się. Te cztery punkty dotarły do naszych braci, w ich refleksji nad tym, czego Bóg nam przysporzył, aby iść do przodu, wobec wszystkich nieprzyjaznych okoliczności, którym stawiliśmy czoło. 20 lat, które przeżyliśmy od zakończenia II wojny światowej, były latami godnego zanotowania wzrostu naszego Zgromadzenia. W 1965 r. mieliśmy największą liczbę członków: 3217. Od tego momentu nastąpił okres ogromnych przemian w całym otoczeniu, które głęboko naznaczyły nasze istnienie i daliśmy początek jasnemu procesowi redukcji członków. W grudniu 2001 r. było 2076 Misjonarzy Najświętszego Serca. To pokazuje, że w ostatnich 36 latach straciliśmy 1141 członków, co jest względnie normalnym parametrem w porównaniu z innymi Zgromadzeniami zakonnymi. Oprócz tych zmian, przeżyliśmy inne okoliczności historyczne, które również nas dotknęły: · Proces niepodległości państw afrykańskich, azjatyckich i w Oceanii przyniósł w wielu prowincjach europejskich momenty niepewności o przyszłość misji na tych kontynentach (1960-1970). · Wojny nie zadeklarowane w Ameryce Środkowej, gdzie niektórzy z naszych braci zostali zamordowani, zmusiły nas do rozpoczęcia od nowa naszej historii w tych krajach (1978-1992). · Ataki zbrojne w Afryce, szczególnie w Kongo, naznaczyły chwile ogromnego spustoszenia i głębokiego sporu w wielu naszych prowincjach (1998-2002). · Klimat prześladowania w Amboina, wobec sporów na tle religijnym, jest momentem bardzo trudnym, w którym znajduje się nasza prowincja w Indonezji (2001-2002). Wierni naszej drodze, mimo trudności w tych latach, jako Zgromadzenie, wzrośliśmy w struktury i terytorialnie. Jesteśmy obecni w 52 krajach, na 5 kontynentach. Oprócz starych Prowincji w krajach rozwiniętych, mamy dziś Prowincje w Indonezji (1971), na Filipinach (1980), w Republice Dominikańskiej (1986) i w Papui Nowej Gwinei (1988). Po ogłoszeniu Dokumentów o Odnowie (1969) uformowało się wiele Regionów, o pewnej autonomii, z których trzy do 1995 r. stały się Pro-Prowincjami: Ameryki Centralnej, Rio de Janeiro i Curitiba w Brazylii. Powstały również trzy Unie, z nadzieją lepszego włączenia się w swoją konkretną rzeczywistość: Afryka Frankofońska (1986), Unia Pacyfiku (1988) i Unia Indii (1988). W tym świecie przemian zaświtała nowa nadzieja wraz ze świeckimi MSC, którzy nam pokazują, miedzy innymi rzeczami, ważność naszego Charyzmatu w obecnym czasie. Wspominając te wszystkie wydarzenia historyczne, pozostaje nam tylko powtórzyć wraz z Maryja: „Nasz duch się raduje w Bogu... gdyż Pan uczynił wielkie rzeczy dla nas” (por. Łk 1,49). II. Śpiewajmy Panu... Hymn pochwalny Pana wyrasta z podziękowania i z uwielbienia za dzieła Pana w dziejach. Aby wyrastał on z głębi serca potrzeba świadomości działania Bożego w świecie. Być przekonanym, że ręka Boża była i jest z nami, ułatwia zaufanie do Boga i z nią, modlitwa przysparza i przemienia się w pieśń wspólną. Wiele razy modlimy się mało, gdyż nie uświadamiamy sobie cudów, jakie Bóg realizuje w nas i w innych. Dlatego też warto przeżyć to, co metodologia biblijna nam proponuje i przemyśleć niektóre punkty, które nam pomogą zaśpiewać wdzięcznie Panu. To są niektóre z nich: ...bo nas wybrał W życiu konkretnym wszystkich Misjonarzy Najświętszego Serca, począwszy od ks. Chevalier aż do ostatniego z nowych, składających śluby zakonne, stwierdzamy czułe, miłosne i miłosierne działanie Boga. Jesteśmy grupą ludzi, których Bóg „wybrał przed stworzeniem świata” (Ef 1,4); którzy doświadczyli i „poznali miłość, jaką Bóg ma ku nam i uwierzyli tej miłości” (1J 4,16); zostaliśmy wybrani przez Chrystusa (por. J 15,16), aby być z Nim, głosić Go i wyzwalać naszych braci od grzechu i jego konsekwencji (por. Mk 3,13nn). Jesteśmy grupa ludzi, w której Duch Św. Działał; wiele razy w nas, innym razem bez nas i przy innych okazjach ponad nami, byśmy mogli być przybranymi synami Boga i dawać świadectwo o Jego miłości, objawionej w Jezusie Chrystusie, który nas kocha sercem ludzkim aż do skończenia świata. Jego działanie w nas, wierność Boża, Jego nieskończona cierpliwość i Jego bezgraniczne miłosierdzie w naszym życiu jest ogromnym motywem, by wyśpiewać Panu pieśń radości i zadowolenia. Z pewnością, Bóg nas umiłował miłością odwieczną (por. Jr 31,3). ...gdyż nas powołał Jako grupa apostolska, zostaliśmy wezwani przez Boga, by żyć we wspólnocie, by w ten sposób ukazać misterium trynitarne w naszym istnieniu. Podobnie jak Dwunastu, zostaliśmy wezwani z rożnych warstw społecznych, z odmiennych kultur, z odrębnymi poglądami, o rożnych temperamentach. Nie wybieraliśmy towarzyszy naszej drogi. On nas powołał i nas zjednoczył, w teologicznym miejscu naszej realizacji jako osoba i chrześcijanin, tj. w naszej „Małej Wspólnocie”, jak ją nazywał pieszczotliwie ks. Chevalier. Tak jak pomiędzy Dwunastu, mamy wszystkie słabości i ograniczenia ludzkiej osoby: ambicje, zazdrości, napięcia, dyskusje i niezgodność charakterów. Te aspekty pomagają nam kształtować nas jako osoby, powierzyć się jedynie Bogu, nauczyć się uśmiercać nasz egoizm i mieć świadomość, że to dzieło jest Jego a nie nasze. Poprzez nasze życie Bóg dał nam towarzyszy, z którymi doskonale dogadujemy się, którzy nas rozumieją, akceptują i waloryzują. Jednak, nie możemy temu zaprzeczyć, spotykamy również osoby, które utrudniają naszą drogę. Mimo to Bóg formował nasza istotę i nasze działanie, abyśmy mogli być Jego narzędziem w świecie. Drogi Boże są niepojęte od tych małych aż do dużych. Przypomnieć imię każdego z powołanych przez Boga w naszym własnym życiu i odkryć jak wszyscy byli instrumentami miłosnego działania Bożego w naszym konkretnym istnieniu i w naszym procesie realizowania się jako osoby, jest motywem, aby wdzięcznie śpiewać Panu. ...gdyż dał nam misję do realizacji Zostaliśmy wybrani i powołani do spełnienia misji. Misja była historycznie jedną z sił napędowych Zgromadzenia. Misja, która według intuicji ks. Chevalier jest otwarta na wszystkie pola działania, na wszystkie potrzeby istot ludzkich. Tam gdzie człowiek znajduje się w potrzebie, tam jest miejsce do działania dla Misjonarzy Najświętszego Serca. W ciągu lat naszej historii wykonywaliśmy rożnego rodzaju zadania w miejscach, gdzie pracowaliśmy. Jednak istnieje pole działania, które nas zawsze pobudzało w sposób szczególny. Mówiąc językiem współczesnym, możemy stwierdzić, że nasz duch misyjny był opcją na rzecz ubogich, przeżywaną zgodnie z kulturą i poglądami każdej epoki i nas prowadził, aby być razem z najbiedniejszymi we wszystkich znaczeniach tego słowa. Początek naszych dziejów misyjnych w Mikronezji i Melanezji, „święte szaleństwo” ks. Chevalier, nas naznaczyło jako Zgromadzenie i trud bycia w punktach granicznych poprzez nasze życie jako Zgromadzenie był niezmienny. Kiedy było zaczęte jakieś dzieło z rożnych powodów, Pan nas prowadził do najbardziej potrzebujących pomocy we wszystkich aspektach. To znaczenie misji doprowadził członków Zgromadzenia do życia oddanego, ofiarnego, do wytrwałej pracy. Chcemy być świadomi naszej wspaniałomyślnej odpowiedzi, często nieograniczonej, wszystkich członków w przeciągu 150 lat naszego istnienia. ...gdyż nas uczynił kreatywnymi Często dajemy małą wartość nam samym jako Zgromadzeniu. Powinniśmy posłuchać opinii innych, szczególnie osób, z którymi pracowaliśmy, aby uświadomić sobie łaski, które w obfitości Bóg rozlewał przez nas. Podczas 150 lat naszego istnienia organizacje i rządy doceniły znaczenie i służbę wielu naszych braci; jest wielu pomiędzy nami, którzy otrzymali tytuły „Doctor honoris causa” wielu uniwersytetów, rożne odznaczenia od rządów a nawet ktoś otrzymał tytuł „Sir” od Wielkiej Brytanii; tytuły akademickie, tytuły honorowe instytucji o światowej renomie. Nie to jednak jest najważniejsze. Najgodniejsze podziwu jest to, że wielu z tych, którzy zostali odznaczeni, deklarowali, że te wyróżnienia należą do Zgromadzenia i braci, z którymi pracowali. Poprzez tych maluczkich, którym służymy rozpoznajemy wielkie rzeczy, które Bóg realizuje w nas. „Są z nami”, „są spośród nas”, „wy macie coś specjalnego”, „twój sposób bycia jest inny”...te i im podobne wyrażenia słyszymy często do ludzi prostych. Czy już myśleliśmy, co to oznacza? Nie jest to sposób kreatywny „bycia z ludem”? Czytając życiorys ks. Chevalier, jego duch pracy i jego praktyczna kreatywność, zawsze przyciągają nasza uwagę. Są to dwie cechy, którymi większość Misjonarzy Najświętszego Serca próbowała i próbuje żyć. Przypomnieć wszystkie inicjatywy w dziedzinie ewangelizacji, promocji ludzkiej we wszystkich tych latach jest trudną pracą i z pewnością byłoby czymś niesprawiedliwym, gdyż ryzykowalibyśmy przeoczenie wielu z nich. Oddanie się, poświęcenie, ciągły wzrost każdego Misjonarza Najświętszego Serca w „być Jezusa” i z Nim służyć innym, jest ogromnym bogactwem, które mamy i które stało się ogromnym źródłem kreatywności w przeciągu lat. Niedostatek i ubóstwo wyostrzam rozumowanie i te dwie rzeczywistości były obecne przez wiele lat naszej historii. Stad ogromna różnorodność i duża ilość małych i dużych inicjatyw, które były i które obejmują wszystkie dziedziny działalności. Któż nie pamięta inicjatyw Mons. Verius, pierwszy apostoł Papui Nowej Gwinei, aby być razem z ludem? Intuicji ks. Vandel, z pomocą Założyciela, aby otworzyć pierwsza w Kościele Szkołę Apostolską, Małe Dzieło, które przez długie lata było spichlerzem wielkich misjonarzy? „Biskupa 150 poślubionych”? Że byliśmy jednym z pierwszych Zgromadzeń misyjnych z Europy, które przyjęło w swoje szeregi rodzimych mieszkańców z krajów misyjnych? Możemy wspomnieć centra edukacyjne w górach, otwarte drogi, centrum zdrowia, internaty dla najbiedniejszych, spółdzielnie, środki przekazu, niezliczone projekty promocji ludzkiej, szczególnie w krajach misyjnych... W tych rozwiniętych i granicznych dziedzinach mogliśmy umieścić w praktyce naszą kreatywność w działaniu i w świetle Ducha Świętego rozpoczęliśmy serię działań jak działalność kościelna osadzona i rozwinięta przez ludzi świeckich, jak katecheza, odpowiedzialnych za wspólnoty kościelne, liderzy wspólnot... którym zaplanowaliśmy dać specjalną formacje biblijną, katechetyczną, liturgiczną, teologiczną i przede wszystkim doprowadzić ich do podjęcia odpowiedzialnych zadań w pracy z innymi. Sobór Watykański II, kilka lat później udzieli ogromnego poparcia dla tych inicjatyw. Jeszcze jedna próbka naszej aktywności to 21 Zgromadzeń zakonnych założonych przez Misjonarzy Najświętszego Serca. ...gdyż nas uczynił płodnymi Przez obowiązek misji Zgromadzenie przyjęło stratę; z powodu innego zaszczytu, kiedy 68 cennych braci zostało wezwanych, by zasiąść w Kolegium Apostolskim jako biskupi. Poprzez znaczenie misji, które Duch Święty wzniecił w nas przez Założyciela, wyrosły nowe Kościoły Lokalne. Na Pacyfiku: Tarawa – Nauru i Karolina Marshall. W Papui Nowej Gwinei: Alotau-Sideia, Bereina, Kavieng, Port Moresby, Rabaul, Kerena, Mendi, Daru. W Indonezji: Merauke, Ambon, Purwokerto, Manado. Na Filipinach: Surigao, Tandag, Butuan City i San Jose em Nueva Ecija. W Australii: Darwin. W Afryce: Kaolak (Senegal), Tzaneen (RPA), Mbandaka i Bokungu-Ikela (Kongo). W Ameryce Łacińskiej: Pinheiro (Brazylia), Caraveli (Peru) i El Quiche (Gwatemala). W Chinach został założony Wikariat Apostolski w Shihtsien w 1937 r. z którego zostaliśmy wyrzuceni w 1952 r. Jeśli podzielimy 150 lat, które będziemy obchodzić przez liczbę tych diecezji, odkryjemy, że Duch Święty nas prowadził, abyśmy co 5,5 roku naszej historii mieli nowy Kościół Lokalny z jego ludem. Czy nie jest to motyw, by raz jeszcze śpiewać Panu z dziękczynieniem? ...gdyż pozwolił nam odrodzić się Misjonarze Najświętszego Serca Jezusowego w podeszłym wieku, z pewnością przypominają radość, którą odczuwaliśmy, kiedy ks. Józef Van Kerckhoven, nasz Superior Generalny, przedstawiał w auli synodalnej ideę, że członkowie apostolskich zgromadzeń zakonnych, w swoim apostolstwie kroczą drogą świętości. Idea, którą Sobór przyjął i możemy przeczytać jego własne słowa w punkcie 8 dekretu Perfectae Caritatis: „całe życie zakonne jej członków powinno być przepojone duchem apostolskim a cała działalność apostolska ma być nacechowana duchem zakonnym”. Słowa, które są powtórzone w nowym Kodeksie Prawa Kanonicznego pod numerem 675. Ta idea miała duży wpływ na nasz proces odnowy posoborowej. W pracach nad odnowieniem Charyzmatu i naszego życia jako MSC, zrealizowanych i upowszechnionych przez ks. E.J. Cuskelly i jego współpracowników, uświadamialiśmy sobie, że misje są częścią integralną naszego Charyzmatu i elementem specjalnym naszej duchowości. Ta rzeczywistość nas umocniła w naszej działalności jako konsekrowanych dla misji. Rozpoczęliśmy tak nowy etap w naszym życiu zakonnym, gdzie waloryzowanie, poszanowanie, pogłębienie naszego Charyzmatu, Duchowości i Misji, jak też osoby naszego Założyciela, wzrosły znacznie wśród nas. Poczuliśmy się dumni bycia Misjonarzami Najświętszego Serca. ...gdyż dał nam Matkę Nie możemy zapomnieć wielkiego natchnienia ks. Juliusza Chevalier w realizowaniu przyrzeczenia, które złożył w początkach naszego Zgromadzenia. Tytuł maryjny, Matka Boża Najświętszego Serca Jezusowego jest jedną z naszych największych glorii. Wielu nas poznało za Jej pośrednictwem i Ona zawsze nas poprzedzała w naszej pracy, będąc obecna w naszej działalności. Juliusz nazywał Ją „Założycielką” i z doświadczenia wiemy, że była Ona czymś więcej niż tylko to. Maryja prowadziła nas za rękę w wielu okazjach, otwierała nam drzwi, umacniała nas i zapraszała nas ciągle, by być coraz bardziej podobnym do Jej Syna, wprowadzając nas do Jego Serca. W ciągu naszych dziejów musieliśmy zostawić pola naszej działalności, lecz pozostały kościoły, parafie i czułość ludu wobec Maryi, Matki Bożej Najświętszego Serca Jezusowego. Wspominając wstawiennictwo Maryi i Jej realizacje w życiu Zgromadzenia jak też indywidualnym, warto również wyśpiewać chwałę Panu. ...gdyż dał nam prezent Wszystko jest darmowym darem Boga dla człowieka. Nasze życie, tak indywidualne jak i wspólnotowe, jest darem miłości Bożej. Możemy pogrupować dary i w tej skali, jako Zgromadzenie, rozpoznajemy, że nasz Charyzmat jest ważnym darem, który Bóg nam dał, aby służyć Jego ludowi. Dar ponętny, mocny, aktualny i który kontynuuje mówić dużo osobom, które go odkryją. Nasza swoista wizja Jezusa, poprzez Jego miłość osobistą, objawioną każdemu człowiekowi, miłość współczującą i miłosierną, wartościową i silną, niezmienną i wierną, która jest ofiarowana jako rozwiązanie wszelkiego zła, które ludzkość cierpi, kontynuuje żywa w życiu wielu. Sposób konkretny przeżywania tego wszystkiego, cecha naszej duchowości, zawiera aspekty, które kontynuują jako ponętne i dają odpowiedź na wiele pytań i niepokojów, które ludzkość stawia dzisiaj. Nasza misja, która zawiera się w pokazaniu tego, co przeżywamy pobudzeni wizją i poprzez doświadczanie Jezusa w naszym życiu, który nas miłuje ludzkim sercem, popycha nas do poszukiwania nowych dróg i sposobów, aby człowiek odkrył rzeczywiste i konkretne Chrystusowe zainteresowanie nim. ...gdyż przygotowuje nas na przyszłość Jahwe manifestuje się w dziejach ludzkości, objawia się w nich, i działa w nich nieustannie. Nasz Bóg objawia się w historii poprzez konkretne wydarzenia. Największym wydarzeniem jest Jezus Chrystus. Nie możemy stracić z oczu sposobu objawiania się. Bóg, który działa zawsze bez przerwy, z boską cierpliwością, respektując proces człowieka, działał i działa w naszej konkretnej historii. Tajemnica Jego działalności odkrywa się powoli i wszystko prowadzi z miłością aż do spełnienia, do punktu Omega, którym jest Chrystus. Podczas ostatnich lat, szczególnie w zadaniu odnowy naszego „być MSC”, Pan nas prowadził drogą odtrucia poprzez pośrednictwo ludzkie, abyśmy poznali głębiej nasz Charyzmat, Duchowość i Misję i abyśmy skupili się bardziej na Chrystusie, który jest największym objawieniem miłości Bożej, aby otworzyć nasze horyzonty na nowe znaki czasów i w ten sposób szukać odpowiedzi na wezwanie do odnowy, o którą Sobór Watykański II na prosi. Dziś prowadzi On nas drogą demistyfikacji, gdzie mniejszą wagę przykładamy do sposobów, pozycji i konkretnych dzieł, aby pamiętać w ten sposób, że nasz sposób ewangelizacji jest w pierwszym rzędzie poprzez przykład naszego życia. Odtruci i demistyfikowani, poczujemy się wolni, by rozpocząć nową profetyczną drogę w nowym okresie pełnym wyzwań i kreatywności. Działanie Boże jest jasne, dla tych, którzy chcą je dostrzec. Jego działalność tu i teraz w naszej historii jest oczywistym faktem Jego miłości do nas. ...gdyż czyni nas wiernymi Pismo Św. nas uczy, że Bóg jest wierny i Jego wierność trwa na wieki. Dał nam dar wierności w miejscu, do którego nas wezwał. Życie w wierności każdego Misjonarza Najświętszego Serca jest wielkim darem, który Zgromadzenie rozpoznaje i chce śpiewać Panu. Życie wszystkich, jedynych i niepowtarzalnych istot ludzkich, z ich światłem i cieniem, z ich słabościami i wzlotami, ich wątpliwościami i nadziejami, ich pragnieniem bycia zawsze z Panem Jezusem w służbie najbardziej potrzebujących, jest nasza chwałą, naszą dumą, motywem, by rozpoznać, że „Pan był rozrzutny wobec nas”. Życie, często ignorowane i przeżywane w miejscach odległych i niezdrowych, w miejscach odległych od kościoła, w pokornej pracy i bez wystawności, nawet w ciągłym zagrożeniu życia. 2.923 Braci, którzy do 30 kwietnia 2002 r. odeszli od nas do domu Ojca (44 nowicjuszy, 119 kleryków ze ślubami, 824 braci, 1 891 księży i 45 biskupów) walczyli, by być osobami, chrześcijanami i zakonnikami według ich kultury i poglądów; wysilali się w byciu powiązanym i konsekwentnym w oddaniu się; którzy przeżywali swoją wiarę w tajemnicy swego istnienia, wolni, świadomi takiej odpowiedzi, tajemnicy, którą tylko Bóg zna; którzy osiągnęli świętość i dodawali nam odwagi swoim przykładem; z pomiędzy nich ponad 70-ciu braci oddało życie z powodu Chrystusa i ich służby bliźnim; którzy po śmierci kontynuowali „być ignorowanymi i miani za nic” i ci, których proces beatyfikacyjny jest w toku: ks. Juliusz Chevalier, Mons. Verius, Mons. De Boismeu, męczennicy z Hiszpanii i z Baining i prawdopodobnie męczennicy z Ameryki Centralnej, są motywem, by śpiewać Panu z dziękczynieniem. Z pewnością mamy wystarczającą ilość powodów, aby śpiewać razem z Psalmistą: „ na wieki będę opiewał łaski Pana, moimi ustami będę głosił Twą wierność przez wszystkie pokolenia” (Ps 89,2). „Dobrze jest dziękować Panu i śpiewać imieniu Twemu, o Najwyższy: głosić z rana Twoją łaskawość, a wierność Twoją nocami, na harfie dziesięciostrunnej i lirze i pieśnią przy dźwiękach cytry. Bo rozradowałeś mnie, Panie, Twoimi czynami, cieszę się dziełami rąk Twoich. Jakże wielkie są dzieła Twe, Panie, bardzo głębokie Twe myśli!” (Ps 92, 2-6). III. Analiza przyszłości Podczas ostatniej Konferencji Generalnej w Jacarta (Indonezja) została przedstawiona praca o przyszłości personalnej naszych Prowincji w roku 2020. Był to trudny moment dla Prowincji, szczególnie dla tych z rozwiniętego świata. Ta praca nie jest żadnym dogmatem wiary. Studium, analiza i przewidywania przyszłości, w przypadku osób, nie jest czymś zdeterminowanym i nieomylnym, lecz daje światło do poważnej refleksji. Według tego studium w roku 2015, Prowincja Francuska będzie liczyła 32 członków, Belgijska 48, Holenderska 39, Hiszpańska 41, Austriacka 46, Irlandzka 90, Włoska i Niemiecka po 37. Uzupełniając Pierwszy Świat: Australia będzie miała 90 członków, Kanada 15 i USA 29. Jeśli chodzi o Azję i Oceanię przewidywania są takie: Indonezja będzie liczyć 360 członków, Papua Nowa Gwinea 169, Filipiny 141, Unia Pacyfiku 99, Indie 36, Wietnam 5 i Japonia 2. W Ameryce Łacińskiej: Republika Dominikańska będzie miała 63 członków, São Paulo (Brazylia) 41, Curitiba (Brazylia) 35, Ameryka Centralna 32, Rio de Janeiro (Brazylia) 29, Peru 21, Kolumbia 16, Wenezuela 8. Co do Argentyny, Paragwaju i Meksyku nie poczyniono żadnych analiz. W końcu studium zaznacza, że Unia Afryki Frankofońskiej, będzie liczyć 43 członków, RPA 7. Podsumowując: w roku 2015 Zgromadzenie będzie składać się z 1614 członków. Wobec tego reakcje mogą być rożne. Od strachu o przyszłość jak też ironiczny uśmiech, przypominając słowa ks. Chevelier:” Pan Bóg kpi sobie z mądrości ludzkiej”. Dom Generalny MSC, Rzym 2002 r. Copyright © 2004 Misjonarze Najświętszego Serca Jezusowego E-mail: misjonarzemsc@zakon.opoka.org.pl |
